Draco
- Granger?!
Niemożliwe. Przecież to musi być jakaś straszliwa pomyłka!
- Brawo Malfoy, tak mam na nazwisko. Dziesięć punktów dla Slytherinu! - dziewczyna nawet nie próbowała opanować delikatnego uśmiechu błąkającego się na jej ustach.
- Co cię tak śmieszy?? - zapytałem.
- Nic oprócz twojej głupoty. - odparła.
Aż we mnie zawrzało. Ona nie ma prawa się tak ze mnie naśmiewać! To, że jest kim jest jeszcze o niczym nie świadczy. Nim zdążyłem ugryźć się w język odpyskowałem jej.
- Uważaj jak się zwracasz do lepszych Granger. - warknąłem, a w moim głosie było słychać tyle zimna, że nawet Voldzio był by dumny.
- A w czym ty niby jesteś lepszy Malfoy? - zapytała z ironią w głosie.
- Eee... - tylko tyle zdołałem z siebie wydusić, ponieważ w tej chwili nie przyszło mi do głowy żadne logiczne wytłumaczenie.
- Tak myślałam. Więc z łaski swojej Malfoy zachowaj swoje nędzne pod względem treści uwagi dla siebie i nie zmuszaj wszystkich do słuchania twojego ohydnego głosu. - no w tym momencie to mi dosłownie kopara opadła. Gdzie do licha ta irytująca, miła dla wszystkich Hermiona? To było aż do niej niepodobne - A jeszcze jedno. Zamknij buzie bo ci mucha wleci.
Wiele nie myśląc wyszedłem z pokoju i udałem się do ogródka aby chwile odpocząć od tej irytującej osobistości jaką jest Hermiona Granger być może już niedługo Riddle.
Usiadłem na ławeczce znajdującej się kilka metrów od niewielkiego stawu. Zawsze kiedy odwiedzaliśmy ten dom lubiłem tutaj przesiadywać, a dzisiaj poczułem iż będę tutaj jeszcze częstszym gościem. Przez około godzinę siedziałem tak i rozmyślałem jak to będzie za rok opuścić Hogwart, który wbrew pozorom naprawdę był dla mnie jak drugi dom, za którym będę tęsknił równie mocno jak za swoim własnym. Kiedy w końcu stwierdziłem, że to niegrzecznie siedzieć tutaj tyle czasu, wstałem z ławki i zwartym krokiem, ruszyłem w stronę domu, ponieważ było już trochę chłodno. Kiedy zawitałem do salonu zastałem ciut dziwny widok. Wszyscy razem siedzieli na kanapie i wesoło gawędzili. Niestety mój niewyparzony jęzor musiał zacząć wyrzucać słowa za nim mózg je zatwierdził.
- Jak tam Granger? Podoba się nowa rodzinka? - kiedy naprawdę zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem, miałem ogromną ochotę dać sobie z liścia.
Granger podniosła głowę do góry i spojrzała na mnie swoimi orzechowymi tęczówkami. Jej wzrok o dziwo był nieprzenikniony i nie dało się nic z niego wyczytać.
- Nie no Malfoy do cholery ledwo przylazłeś, a mam ochotę żebyś znowu sobie poszedł. - przewróciła oczami, ale widać było, że jest rozbawiona. - Ale czuj się zaszczycony, odpowiem na twoje pytanie. Więc tak podoba mi się. Ale jak tam siostrzyczka? Mam nadzieje, że się nie wystraszyła kiedy prawie rzuciłeś się z pięściami na Rona. - zrobiła przerwę podczas, której zacząłem się poważnie zastanawiać czy nie ma racji - A i jeszcze jedno Malfoy. Milcz jak do mnie mówisz.
- Nie no, moi kochani! - zaczął zawodzić wujek Nathan - Czy wy musicie się tak kłócić przy każdej możliwej sposobności?
- Tak! - odparłem, ale Granger w tym samym czasie krzyknęła - Nie!
Na ustach wujka pojawił się delikatny uśmiech.
- To w końcu tak czy nie?
- Oczywiście, że tak. - nie dam jej za wygraną.
- Oczywiście, że nie Malfoy. Będę z tobą normalnie rozmawiać kiedy: A. Przestaniesz mnie wyzywać. B. Przestaniesz być aroganckim dupkiem co wyżej sra niż dupę ma i C Kiedy zniknie twój kompleks wyższości nad każdą żywą istotą.
- Nie za duże wymagania?- prychnąłem.
Ona w odpowiedzi kiwnęła tylko przecząco głową.
Hermiona
Kiedy tylko Malfoy opuścił pomieszczenie nastała niezręczna cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć, ani co zrobić. W mojej głowie kłębiły się myśli. Tysiące myśli a każda z nich dotyczyła czegoś innego. Jedna rodziców, druga Malfoy'a, trzecia co teraz będzie. Można by tak wymieniać naprawdę długo gdyby nie głos Narcyzy Malfoy, która wstała już ze swojego miejsca. Była naprawdę piękną jak na swój wiek kobietą. Z jej postawy biła dostojność i powaga. Ubrana była w atłasową, ciemnozieloną suknie. Kiedy patrzyło się na nią z boku sprawiała wrażenie lepszej od wszystkich i wszystkiego. Jednak tym razem jej piękną twarz zdobił równie piękny, szeroki uśmiech. Nie wiedziałam czego mogę się po niej spodziewać. Lecz mimo całej zawartej w tej osobie nonszalancji, dostojności i świetności, ona po prostu podeszła do mnie i przytuliła. Ot tak. Jakbyśmy widziały się codziennie przez całe życie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniłam - w jej głosie było zarazem tyle bólu, ale i czułości iż nie sposób byłoby jej nie wierzyć - wiem, że może ci się wydawać, że nie da się tęsknić za kimś kogo się praktycznie nie znało, ale życie ze świadomością, że jesteś gdzieś tam i żyjesz była w pewnym stopniu pocieszeniem lecz również udręką, że nie ma nas wszystkich razem z tobą.
Szczerze wzruszyła mnie swoją wypowiedzią. Nigdy nie podejrzewałabym Narcyzy Malfoy o takie zachowanie. Zawsze byłam nastawiona na to, że skoro Draco jest zapatrzonym w siebie dupkiem to jego rodzice muszą być jeszcze gorsi. Miałam okazję osobiście poznać Malfoy'a seniora. Draco zdecydowanie był do niego podobny. Zarówno wyglądem jak i sposobem bycia oraz charakterem. Lecz jak się okazuje Narcyza taka nie jest. Do tej pory miała przypiętą o siebie etykietkę z napisem "bezduszna jak synalek", ale teraz to się zmienia. Teraz jej etykieta będzie brzmiała - "Dobra i pełna uczucia osoba". Bo każdy się zmienia i każdy zasługuje na drugą szansę.
Nie powiedziałam niczego tylko po prostu oddałam jej uścisk. Ponieważ czyny są warte o wiele więcej niż słowa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć.
Jeśli mam być szczera to nie macie pojęcia jak długo zajęło mi napisanie tego rozdziału, a efekt końcowy mnie nie zadowala. Jest to zdecydowanie najgorszy - moim zdaniem - rozdział jak na razie.
Długością też nie powala, ale nie byłam w stanie napisać niczego lepszego. Najzwyczajniej w świecie brak pomysłów.
Dajcie znać w komentarzu co myślicie na temat notki.
Pozdrawiam ~ Chmurka
środa, 1 czerwca 2016
niedziela, 22 maja 2016
Lepsze słodkie kłamstwo niż gorzka prawda.
Hermiona
Kobieta w raz z mężczyzną podeszli do mnie i usiedli po drugiej stronie stolika. Przez chwile przyglądali mi się z uwagą. Zdążyłam w tym czasie zauważyć, że kobieta jest odrobinę do mnie podobna. Co prawda miała blond włosy zupełnie jakby należała do rodu Malfoy'ów, była powalająco piękna, ale miała też przepełnione miłością i troską, czekoladowe oczy. Uśmiechała się do mnie delikatnie, tak jakby myślała, że zaraz ucieknę. Natomiast mężczyzna miał ułożone w tak zwany "artystyczny nieład" włosy w kolorze piór kruka, a jego oczy były jak niekończąca się otchłań czerni. Aż dziwne, że da się mieć tak ciemne oczy.
Siedzieliśmy w ciszy, której żadne z nas nie miało odwagi, a może też nie chciała przerywać. Tak po prostu siedzieliśmy i przypatrywaliśmy się sobie w milczeniu jakbyśmy nie mieli sobie nic do powiedzenia. Niestety każdy spokój i każdą ciszę przychodzi kiedyś pora przerwać. Bo z ciszą jest trochę jak z oddechem jak ze wstrzymywaniem oddechu. Nie da się tego robić za długo, ponieważ zaczyna się robić dziwnie. W oczach kobiety widziałam coś jeszcze i byłam w stu procentach przekonana, że była to tęsknota.
Jako pierwszy głos zabrał mężczyzna, ściągając w tej samej chwili kaptur z głowy.
- Miło cię znów zobaczyć po tylu latach. - jego twarz przybrała jakby weselszy wyraz, a oczy mogło się wydawać rozświetliły się odrobinę tracąc swą ciemność - Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęskniliśmy.
Widać było na pierwszy rzut oka, że oboje są bardzo szczęśliwi, ale ja sama nie byłam zbytnio przekonana co powinnam w tej chwili czuć.
- Mnie też miło was widzieć, ale najpierw chciałabym się dowiedzieć kim jesteście. - odparłam - Wasz list oczywiście wyjaśniał kilka najważniejszych kwestii, ale nadal mam kilka pytań.
- Oczywiście rozumiemy twoje zainteresowanie naszą tożsamością. W końcu każdy chyba chciałby wiedzieć jak nazywają się jego rodzice. - rozmowę nadal ciągną mężczyzna - Ja nazywam się Nathaniel Riddle, a moja żona to Margaret Riddle.
Kiedy tylko wypowiedział te dwa nazwiska zachłysnęłam się właśnie pitym sokiem, który kupiłam zaraz po wejściu do Dziurawego Kotła. Przez chwile nie mogłam złapać normalnego oddechu w czym skutecznie przeszkadzało mi ciągłe krztuszenie. W kilka minut odzyskałam mowę i odważyłam się na krótkie pytanie.
- Słucham? - wydusiłam nadal zachrypniętym głosem.
- Oboje z nich najwyraźniej rozbawiła moja reakcja co mogłam wywnioskować po szerokich uśmiechach na ich twarzach. Kobieta z nadal uśmiechając się odpowiedziała na moje pytanie.
- Ja jestem Margaret, a to jest Nathaniel i oboje mamy na nazwisko Riddle.
Nie wiem jak w tej chwili wyglądała moja twarz, ale prawdopodobnie będę musiała zbierać szczękę z pod stołu, a oczy już dawno wyskoczyły z orbit i teraz mkną ku nieznanemu.
- Nie, to niemożliwe, to na bank jest jakaś pomyłka. - panikowałam - Jedyny czarodziej o nazwisku Riddle nie żyje i to ja osobiście się do tego przyczyniłam, a był nim sam Voldemort.
- Masz racje, ale my nie naprawdę tak się nazywamy. - kolejna próba ze strony Nathaniel'a - Wiem, że to może być dla ciebie szok, ale jestem spokrewniony z Voldemort'em. Jest on moim przyrodnim bratem. Nasz ojciec zdradził jego matkę z moją lecz nigdy nikt się o tym nie dowiedział.
- Okej, uznajmy, że to wszystko nie jest chore, że to całkowicie normalne. Niestety nadal nie rozumiem czego ode mnie oczekujecie? - spytałam.
- Chcemy spróbować cię poznać teraz kiedy na świecie jest już bezpiecznie możemy normalnie funkcjonować. Pojedź teraz z nami do Riddle Manor. Chcemy tylko zjeść z tobą kolacje, nawiązać jakieś chociażby podstawowe relacje.
- Jaką mam pewność, że nie chcecie mnie gdzieś wywieźć, zabić, porwać albo Merlin jeden wie co jeszcze?
Jak mogłam zaufać komuś kogo praktycznie nie znam, a do tego ma na nazwisko Riddle? To wykracza daleko poza granicę zdrowego rozsądku.
- Nie mamy nic na potwierdzenie naszych słów. Po prostu postaraj się nam zaufać i dać podstawy do obdarzenia nas zaufaniem.
No i jak to ostatnio bywa zdrowy rozsądek Hermiony jeszcze Granger poszedł na spacer. Przystałam na ich propozycje i razem ruszyliśmy do wyjścia.
Jako, że byliśmy na ulicy Pokątnej mogliśmy teleportować się bezpośrednio bez przymusu szukania opuszczonej ciemnej uliczki. Chwyciliśmy się za ręce i z pyknięciem charakterystycznym dla teleportacji zniknęliśmy. W kilka minut znajdowaliśmy się pod ogromną willą o szarych, zimnych ścianach.
Szliśmy w niczym niezmąconej ciszy, którą przerwał jedwabisty głos kobiety.
- W domu jest jeszcze Narcyza Malfoy i jej syn Draco, którzy postanowili nas dziś odwiedzić ze względu na to, że Narcyza jest twoją matką Chrzestną.
No świetnie! Jeszcze tylko Malfoy'a mi tam brakowało. Cholerny dupek zawsze pojawia się tam gdzie nie trzeba!
Ojciec - bo chyba tak powinnam się do niego teraz zwracać - otworzył wielkie, dwuskrzydłowe, hebanowe drzwi. Kiedy tylko przekroczyłam próg zauważyłam, że wcale nie panuje tutaj przepych jak w dworze Malfoy'ów, a wszystko jest stonowane w jasnych kolorach. Mimo, że dom z zewnątrz wyglądał chłodno w środku było dość przytulnie, a kolory ścian nadają ciepła pomieszczeniom.
Niepewnym krokiem weszłam w głąb pomieszczenia i zauważyłam, że na kanapie siedzą dwie postacie, które kiedy tylko mnie zauważyły odwróciły się w moją stronę.
- Granger?! - pokój wypełnił zdziwiony okrzyk Dracona Malfoy'a.
Draco
Siedziałem sobie spokojnie na kanapie w domu państwa Riddle'ów. Dzisiaj oficjalnie miałem poznać ich córkę, którą musieli oddać zaraz po narodzinach, ponieważ groziło jej wielkie niebezpieczeństwo. Do ich domu zawitaliśmy już dobrą godzinę temu, ale oni nadal nie wrócili, a ja cały czas zachodzę w głowę kto to może być? Powiedzieli mi tylko tyle, że doskonale znam tą osobę. Najlepiej na świecie znam oczywiście Blaise'a i Pansy, ale on z przyczyn wiadomych nie może być córką, a szczerze wątpię żeby Parkinson była córką dwójki tak mądrych ludzi. Co prawda jest świetną przyjaciółką, ale inteligencje to ma raczej przeciętną. Zresztą co ja się będę głowił skoro to może być każda osoba chodząca do Hogwartu.
Usłyszałem szczęk naciskanej klamki i drzwi otworzyły się z cichym piskiem. Po kilku chwilach do pokoju weszła dziewczyna o kasztanowych lokach, ale nie mogłem jej rozpoznać, ponieważ jej twarz była zwrócona w innym kierunku. Dopiero kiedy spojrzała w moją stronę zdałem sobie sprawę kto to jest. To nie możliwe! Naczelna kujonica Hogwartu, Arcyszlama, psiapsiółka Głupottera, a na dodatek Gryfonka! Nie pozostało mi nic innego jak wydać akt swojego wielkiego zdziwienia na światło dnia, więc wydarłem się na całą posiadłość.
- Granger?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Witajcie!
Po długim czasie przychodzę z kolejnym rozdziałem opowiadania.
Przyznam się, że rozdział sprawdzałam chyba z 5 razy, ale nadal mam wrażenie, że są tam jeszcze jakieś błędy.
Gdybyście coś wyłapali to dajcie znać w komentarzu.
Na razie!
sobota, 14 maja 2016
Spotkanie po latach i niezbyt bystry znajomy.
Hermiona
Treść listu nie dawała mi ani chwili spokoju. Sam fakt iż to już dzisiaj musiałam dokonać wyboru jeszcze bardziej potęgował zamyślenie. Miałam wielką ochotę pójść tam i dowiedzieć się czy wszystko to co pisało w liście jest prawdą. Za każdym razem kiedy tylko twierdziłam, że jednak pójdę, odzywał się rozum, który mówił iż to kompletna głupota. Niestety rozum miał racje. Nie mogę pójść na spotkanie z ludźmi, którzy przypuszczalnie rzecz biorąc mogą mnie porwać, zamordować lub zamknąć w jakiejś piwnicy. Albo może się okazać, że piszą prawdę.
No cóż. Ja jestem Hermioną Granger! Mnie się nie okłamuje! Pójdę tam i sprawdzę z kim mam do czynienia. Muszę to sprawdzić. Może się okazać, że moja kochana mama i mój kochany ojciec nie są moimi matką i ojcem.
Hermiona, spokojnie pójdziesz tam i wrócisz. Nie przejmuj się tym. Mówiła moja podświadomość, której tym razem wyjątkowa posłuchałam.
Zerknęłam na zegar ścienny, który wskazywał godzinę 19:02. Teoretycznie rzecz biorąc do spotkania została mi godzina. Aby oddalić się chociaż odrobinę od nurtującego tematu sięgnęłam po dodatkową lekturę na eliksiry, której jeszcze nie przeczytałam. Wygodnie usadowiłam się na łóżku i przykryłam mięciutkim wełnianym kocykiem. Uporczywie starałam się zrozumieć chociaż kilka słów z księgi, co marnie mi wychodziło. Piąty raz z rzędu czytałam pierwsze zdanie o sproszkowanych żukach, ale nadal nie wychwyciłam nawet słowa. Zdenerwowana tym absurdalnym zjawiskiem podniosłam się łóżka, które nagle stało się okropnie niewygodne. Ponownie spojrzałam na zegarek. Zostało 40 minut. Odłożyłam książkę z powrotem do walizki. Postanowiłam, że zjawię się trochę wcześniej by w razie jakichkolwiek komplikacji z transportem nie wyjść na spóźnialską. Szczotką przeczesałam swoje kasztanowe loki i upięłam je w luźnego koka. Ubrałam czarne rurki oraz luźną bluzkę na grubych ramiączkach.
Wzięłam głęboki oddech i teleportowałam się z cichym pyknięciem. Nigdy nie lubiłam się teleportować. Miałam wrażenie jakbym przepychała się przez rurę kanalizacyjną z dodatkiem kręcenia. Od samego myślenia kręciło mi się w głowie. Po jakiejś minucie wylądowałam tuż przed wejściem do Dziurawego Kotła. Wnętrze było obskurne, a widać wojna pozostawiła na nim swoje piętno. Usiadłam przy stoliku, który był najbardziej oddalony od wszystkich pozostałych.
Każdą wchodzącą i wychodzącą osobę uważnie lustrowałam wzrokiem. Niestety bądź też stety nie pojawił się nikt kogo oczekiwałam. Kiedy zegar wybił punkt 20 do gospody weszły dwie zakapturzone postacie. Jedna wysoka ewidentnie postury mężczyzny, a druga drobna i niewysoka lecz z jej postawy biło dostojnością. Oboje przybyszów rozejrzało się po sali. Ich spojrzenie niemalże w tej samej chwili zatrzymało się na mnie. Kobieta lekko uśmiechnęła się do mnie i zaczęła zmierzać w moją stronę. Zaraz za nią ruszył mężczyzna.
Draco
O dziesiątej czekałem na Juliette w holu. Jak zwykle się spóźniała. Co się dziwić? U Malfoy'ów to chyba normalka. Kiedy w końcu raczyła się pojawić bez słowa wyciągnąłem w jej stronę rękę. Kiedy tylko dziewczyna ją ujęła teleportowaliśmy się z cichym pyknięciem. Kilka sekund później staliśmy już pod księgarnią Esy i Floresy, która znajdowała się na umówionej ulicy Pokątnej. Rozejrzałem się dookoła siebie sprawdzając czy nie uda mi się zauważyć gdzieś przyjaciela. Wypuściłem rękę Julietty i prędkim krokiem ruszyłem w stronę lodziarni Floriana, gdzie udało mi się wypatrzyć ciemną czuprynę Blaise'a. Obejrzałem się za siebie aby upewnić się, że siostra idzie w dalszym ciągu za mną.
Zatrzymałem się pod drzwiami lodziarni, jeszcze raz spojrzałem na siostrę mówiąc:
- Zachowuj się, dobra?
- Jak zawsze braciszku! - uśmiechnęła się promiennie.
Mocno pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Czarnoskóry chłopak siedział przy stoliku niedaleko okna prawdopodobnie aby mieć lepszy widok na zbliżających się klientów. Już z daleka udało mu się
nas zauważyć, więc tylko uśmiechną się lekko. Przepuściłem Julie pierwszą, tak aby mogła usiąść przy oknie, a ja sam zasiadłem zaraz obok dziewczyny.
- Cześć stary! Co u ciebie słychać? - zagadnąłem wesoło.
- Siemasz Smoku! Cześ Julie! Jakoś się kręci. - odpowiedział również rozradowany - A co u was?
- Cześć Diabełku. Wszystko po staremu. Nadal mam brata idiotę, którym muszę się zajmować.
- Słucham? Że niby ja idiotom? To ja jestem najwspanialszym z rodziny Malfoy'ów! - jak ona może takie oszczerstwa wygadywać? Już ja jej w domu pokaże!
- Po pierwsze mój wspaniały bracie, mówi się idiotĄ a nie idiotOM. - dała nacisk na ostatnie słowa i uśmiechnęła się z politowaniem.
- Och jakie to urocze! Nasz Smoczek jest analfabetą! Całe szczęście, że ma taką troskliwą siostrę, która zawsze służy pomocą. - tym razem do dyskusji wstąpił Diabeł.
- Dobrze ci radzę stary, zamknij się bo nie ręczę za siebie. - warknąłem.
- Spoko, nie mam zbytniej ochoty wylądować dziś w Mungu. Moja twarz musi być w idealnej formie na podryw kiedy już wrócimy do Hogwartu.
- Może w końcu ruszymy tyłki i pójdziemy na umówione zakupy? Nie wiem jak tobie Blaise, ale mi przyda się jeszcze kilka rzeczy. - zagadnęła Julie.
Za wspólnym uzgodnieniem faktu iż rzeczywiście przyda nam się jeszcze kilka rzeczy, jak jeden mąż wstaliśmy ze swoich miejsc aby w następnej kolejności ruszyć ku wyjściu. Najpierw wstąpiliśmy do Madame Malkin po nowe szaty dla Zabiniego, później udaliśmy się po sowę dla Julie, a następnie po kilka dodatkowych podręczników oraz brakujące pióra i pergaminy. Biorąc pod uwagę fakt, że do wyjazdu do Hogwartu został już tylko jeden wieczór postanowiliśmy wraz z Diabłem odrobinę wprowadzić dziewczynę w Ślizgoński styl życia i wyprawić małą imprezę, na którą zaproszenie mamy oczywiście tylko ja, Blaise i Julietta. W znakomitych humorach ruszyliśmy ponownie w stronę lodziarni aby ochłodzić odrobinę upalny dzień. Niestety nasz dobry humor nie mógł trwać długo. Po wejściu do sklepu od razu w oczy rzuciła mi się ruda czupryna tej cioty Weasley'a i ciemne włosy chłopca Którego - Opel - Pierdolnął - i -Mu - się - Błyskawica - na -Czole - Odbiła.
Spojrzałem znacząco na Zabiniego. Myślę, że podobnie jak ja uważa iż to idealna okazja do dokuczenia tym dwóm niedorajdą.
- No proszę! Kogo my tutaj mamy? - zacząłem swoją starą oklepaną śpiewką - Diable czy mnie oczy mylą czy to właśnie przed nami stoją niesławny Wieprzlej oraz trochę bardziej sławny
Chłopiec - Który - Przeżył - Żeby - Mnie - Wkurzać?
Dało się słyszeć tylko ciche parsknięcie Julie.
- Och Draco nie można ich przecież winić za to, że mama miała dziurawe ręce i upuściła Weasley'a to mu się w główce poprzewracało, a Potti miał bliskie spotkanie z oplem. - przyłączył się Zabini.
W rudzielcu aż się zagotowało. Jego skóra przybrała odcień niemalże identyczny jak dojrzała piwonia. Miał wielką ochotę się na nas rzucić, ale bohaterski Potter go powstrzymał.
- Widzę Malfoy, że nie próżnujesz. Kto to? Twoja kolejna dziewczyna? - śmiał odpyskować - Która to już do kolekcji? 58?
Nie no on jest naprawdę głupi. Jak mógł nie dostrzec podobieństwa między nami? Kretyn.
- Tak dla twojej informacji Weasley, nie wiem jakie zasady panują w waszej dziurze, ale ja nie sypiam z rodzeństwem. - zadrwiłem.
Potter wytrzeszczył oczy, a Weasley nadal kontynuował. On to chyba pragnie dostać w mordę.
- O! Czyli to tylko kolejne nic nieznaczące ścierwo rodu Malfoy'ów.
Wszystkie mięśnie mojego ciała wyraźnie się napięły, a twarz stężała w wyrazie wściekłości. Blaise najwyraźniej to zauważył lecz nie odezwał się słowem. Właśnie dlatego jest moim przyjacielem. Nigdy się nie wtrąca.
Podszedłem do Łasica i zaserwowałem mu idealnie wymierzony prawy sierpowy. Zatoczył się do tyłu i zaliczył kilka stolików by w następnej kolejności ułożyć się wygodnie na ziemi. Miałem zamiar do niego podejść, ale do lodziarni weszła dziewczyna, która chwile później okazała się być Granger.
Jeszcze tylko tej tu brakowało.
- Co ty do cholery wyprawiasz Malfoy? - wydarła się - Do reszty cię pogrzało?
- Nie twoja sprawa! - odparowałem - Następnym razem pilnuj swojego przyjaciela, ponieważ może mu się stać poważna krzywda, jeśli jeszcze raz obrazi moją siostrę.
Granger spojrzała na Julie ze zdziwieniem na twarzy, ale posłała jej przygaszony uśmiech.
- Możesz mi wierzyć, że dopilnuje żeby więcej tego nie zrobił. - niezrażona była moją wypowiedzią - Tylko zastanów się Malfoy, czy nie masz dosyć tego, że wszyscy ludzie traktują cię jak wstrętnego śmierciożerce? Taki wizerunek chcesz dać swojej siostrze? - odwróciła się teraz do Poterra - Harry zabierz Ron'a do Nory. Wygląda jakby zaliczył spotkanie z łopatą.
Pożegnała się lekkim skinieniem głowy i złote Trio opuściło lokal. "Czy taki wizerunek chcesz dać swojej siostrze?" cholerna Granger. Będzie mi porady dawała. Zresztą co ja się będę przejmował to tylko szla... Ona.
- Chodźcie idziemy! - zawołałem na Diabła i Juliette.
Wszyscy chwyciliśmy się za ręce i teleportowaliśmy pod Malfoy Manor.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Witam was moi drodzy!
Rozdział 2 za nami, więc pozostaje tylko czekać na trzeci.
Zachęcam do komentowania.
Pa!
czwartek, 12 maja 2016
Początek zmian.
Pierwsze promienie letniego
słońca padały na twarz dziewczyny z burzą kasztanowych loków na głowie. Lekko
przetarła oczy i niczym kotka przeciągnęła się na łóżku. Zatrzymała wzrok na
zegarku, który znajdował się na komodzie. Twarz dziewczyny rozpromieniła się.
Już jutro powtórnie wsiądzie do pociągu, który zawiezie ją do drugiego domu.
Dla niej i jej przyjaciół to już ostatni rok w tej pełnej magii i wspaniałości
szkole. Trudno będzie się rozstać ze znajomymi. Porzucić pokój wspólny, w
którym spędziło się tyle wspaniałych chwil. Tyle niezapomnianych przygód
odbywających się w murach zamku.
Jedyne za czym nigdy nie będzie
tęsknić to wrogowie. Weźmy na przykład takiego Malfoy'a. Za czym tutaj tęsknić?
Zapatrzony w samego siebie dupek, który nie widzi niczego oprócz własnego nosa.
Człowiek żyjący w przekonaniu, że pieniądze są w stanie odkupić mu brak
normalnej, szczęśliwej rodziny. Wierzący, że kupić da się wszystko. Nauczony
przez rodziców, że takich jak Hermiona trzeba tępić. Myślący iż na świecie jest
miejsce tylko dla czysto krwistych czarodziei.
Za takimi ludźmi się nie tęskni.
Oni nie są tego warci.
Draco
Kiedy otworzyłem oczy zegar
wskazywał godzinę 8:00. Nigdy nie miałem w zwyczaju wstawać tak wcześnie, ale
jestem dzisiaj umówiony z Blaise'm na Pokątnej. Ten idiota jak zwykle wszystko
robi na ostatnią chwilę. Właśnie wczoraj przypominało mu się, że pora zrobić
zakupy to Hogwartu.
W dalszym ciągu zasypany ruszyłem
do łazienki, po drodze potykając się o walizkę leżąca na podłodze. Odkąd nie
mamy już w skrzatów domowych w moim pokoju panuje istny chaos. Wszędzie
porozrzucane ciuchy i tony różnych dupereli, których nigdy nie mam czasu
uporządkować. Matka już dawno załamała ręce, ale cóż ona może zrobić? Nic.
Udałem się do łazienki, aby
wykonać poranną toaletę. Śniadanie miało się odbyć o 9:00 więc byłem pewien, że
się spóźnię. Przecież nie mogę pozwolić na to by moje piękne i cudowne włosy
nie były idealnie ułożone.
Po półtorej godziny opuściłem
łazienkę i udałem się na dół do jadalni po ociekających blaskiem, marmurowych
schodach. Wszyscy domownicy zdążyli już zasiąść przy czteroosobowym stole.
Ojciec zasiadał po lewej stronie
stołu, a obok niego matka w spokoju przeżuwała tosta z dżemem.
Zaś po drugiej stronie stołu
siedziała moja kochana mała siostrzyczka, od której jestem starszy o całe 4
minuty. Jest jeszcze taka malutka! Kompletnie nie rozumiem dlaczego rodzice
zdecydowali, że na ostatni rok nauki Julie jedzie do Hogwartu. Toż to nonsens!
Chociaż ma to też swoje plusy. Będę mógł cały czas mieć oko na moją małą
siostrzyczkę.
Usiadłem obok Julie, po czym
przywitałem się oficjalnie ze wszystkimi domownikami. Nietęga mina ojca
wskazywała, że jak zwykle to bywa przyczepi się do mojego małego spóźnienia.
- Draconie czy masz nam coś do
powiedzenia? - głos miał tak zimny, że gdyby nie przyzwyczajenie prawdopodobnie
trząsłbym portkami ze strachu.
Odchrząknąłem i nonszalancko
oparłem się o krzesło.
- Niestety ojcze, nie mam niczego
do powiedzenia oprócz smacznego wszystkim. - uśmiechnąłem się delikatnie do
rodzicielki.
- Dlaczego się spóźniłeś? -
warknął - Żądam wyjaśnień! Nie możesz tak wszystkiego lekceważyć!
- Lucjuszu uspokój się! -
przywróciła go do porządku matka - Przy tym stole nie będziesz podnosił na
nikogo głosu. Jutro wyjeżdżają do Hogwartu, więc potrzebują odpoczynku. To
całkowicie normalne w ich wieku. - Ponownie zaczęła przeżuwać tosta.
Nigdy się chyba nie nadziwię skąd
ta kobieta bierze tyle spokoju i opanowania. Ja kiedy widzę tego tyrana...
Przepraszam, ojca. Mam ochotę przefarbować mu włosy na różowo!
Każdy z nas w spokoju dokończył
jedzenie, kiedy głos ponownie zabrała matka.
- Draco, jeśli możesz zabierz
Juliette do twojego pokoju i opowiedz jej trochę o szkole. - uśmiechnęła się
ciepło do córki.
- Niestety matko, ale jestem
umówiony z Blaise'm na pokątnej. Musi on jeszcze zrobić zakupy do szkoły. -
odparłem.
- Myślę w takim razie, że Blaise
nie będzie miał nic przeciwko jeśli Julie uda się z wami.
- Mamo naprawdę nie trzeba, ja
dam sobie sama radę. - z sytuacji próbowała wybrnąć Julie.
W sumie to żaden problem żeby z
nami poszła. Nieźle się dogadują z Zabinim.
- Dobrze mamo Julie może pójść z
nami. Blaise będzie zadowolony, mogąc cię znowu zobaczyć.-tym razem zwróciłem
się do siostry.
Wstałem od stołu i ruszyłem do
mojego pokoju. Po drodze jeszcze raz spojrzałem za siebie.
- Bądź gotowa na 11:00. Nie
będziemy na ciebie czekać. - uśmiechnąłem się do Julie.
W pokoju usiadłem przy biurku i
chwyciłem za skrawek pergaminu. Naskrobałem treść wiadomości:
Widzimy się na pokątnej. Julie idzie z nami.
Nie wysyłaj odpowiedzi.
Draco Malfoy
Hermiona
Spokojnie jadłam śniadanie w
norze gdzie mam spędzić resztę lata. Jak zwykle pod koniec wakacji panuje tutaj
istny rozgardiasz. Ginny szuka wszędzie swojej szczotki, jakby nie mogła użyć
Accio. Ronald spiera się z panią Weasley, o swoją szatę wieczorową, która jak
twierdzi chłopak wyglądem przypomina jakąś okropną sukienkę. Bliźniaki mimo, że
nie jadą do Hogwartu podsycają tylko wszystko co rusz wycinając wszystkim
dowcipy.
Jedyną spokojną osobą w tym domu
jestem ja. Swoją walizkę spakowałam już kilka dni temu.
Obecnie nurtuje mnie list, który
otrzymałam sowią pocztą kilka dni temu. Miętosiłam pergamin w ręce, raz po raz
czytając jego treść, jak gdyby mogło to odmienić zawartość listu.
Hermiono.
Ten list nie może jak na razie dostać się w
ręce nikogo innego niż ty.
Nałożone jest na niego zaklęcie i jeśli ktoś
inny niż
ty chciałby go przeczytać doznałby poważnego
uszczerbku na zdrowiu.
Piszę, aby wyjaśnić ci te 18 lat kłamstwa, w
którym musiałaś żyć, kompletnie nieświadoma tego kim jesteś. Państwo Granger nie
są twoimi prawdziwymi rodzicami. Niestety nie możesz ich winić, ponieważ oni
sami byli przekonani, że jesteś ich prawdziwą córką. Nałożyłem na nich zaklęcie
Artinare*, które zmuszało ich do myślenia iż cała ta maskarada jest prawdą.
Ja i twoja matka chcemy cię poznać osobiście,
jeśli oczywiście ty też tego chcesz.
Musisz wiedzieć, że nie mieliśmy wyboru kiedy
cię zostawialiśmy.
Jeśli wyrazisz chęć spotkania się z nami,
przyjdź do dziurawego kotła dzień przed wyjazdem do Hogwartu o godzinie 20:00.
Nie możemy na razie zdradzić ci swojej
tożsamości.
Twoi kochający
Mama i Tata
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Oto przed wami kolejny rozdział
opowieści.
Mam nadzieje, że się spodoba.
Wszystkie błędy, uwagi,
wiadomości lub opinie możecie wyrazić pisząc komentarz pod tym postem.
czwartek, 5 maja 2016
Prolog
Draco
Nie chcecie wiedzieć kim jestem. Skąd pochodzę. Ile błędów w życiu popełniłem. Ile błędów w jakże stosunkowo krótkim życiu nastolatka, które powinno być usiane świetnymi wspomnieniami. Jeśli chcecie posłuchać o tym jakich mam świetnych rodziców, wkurzające rodzeństwo, czy o moich miłosnych podbojach, to nie jestem do tego właściwą osobą.
Niestety moi rodzice nie są świetni.
Moje rodzeństwo nie jest wkurzające. Bo jak mogłoby być kiedy mamy tylko siebie?
Moje miłosne podboje to niezliczone ilości naiwnych dziewczyn, których imion nawet nie pamiętam.
Czy żałuje? Tak żałuje. Żałuje, że nie powiedziałem ojcu "NIE" kiedy kazał mi to zrobić. Żałuje, że wtedy nikt mnie nie uratował, chociaż wszyscy wymagali pomocy ode mnie.
Żałuje, że to właśnie do niej przywiązałem się tak bardzo iż musiałem ponieść karę. Karę wymierzoną nie we mnie, a w nią za moje winy. Żałuje, że ją poznałem. Wtedy nie spotkałby jej taki los. Teraz jej już nie ma, a ja przestaje żyć. Zaczynam tylko egzystować. Patrzę na jej zdjęcie. Była taka szczęśliwa. Pomagała mi zapomnieć. Dzięki niej chciałem się zmienić. Teraz nie potrafię zapomnieć.
Umieram po trochu każdego dnia.
Hermiona
Wielu z was narzeka na okropne życie. Ma tysiące kompleksów. Wiele dalibyście wiele za życie jakiejś gwiazdy, czy po prostu kogoś bogatego.
Moje życie nie było usiane różami. Popełniłam tyle błędów, że aż trudno uwierzyć. Za wszystkie zapłaciłam. Były też wspaniałe chwile spędzone z przyjaciółmi. Lecz czym one są w obliczu tak wielu porażek? Nic nie wartymi chwilami, niczym podparta kartka papieru. Chwile - paragony. Jednak to one tsak długo pomogły mi się nie złamać. Mimo wszystko nie żałuje tych złych decyzji. Nie żałuje, że to mam takich rodziców jakich mam. Wręcz przeciwnie, nie oddałabym ich za nic w świecie. Nie żałuje, że opuściłam przyjaciół. Poznałam nowych 1000 razy lepszych od nich. I najważniejsze. Nie żałuje, że mu wybaczyłam, że go pokochałam i, że to on pokochał mnie.
Teraz mnie już nie ma, ale wierze z całego serca, że on się nie załamie. Jest silny. Lecz nie oziębły. Jego serce ktoś rozmroził.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie czarodzieje!
Prolog opowiadania już jest.
Rozdział 1 pojawi się prawdopodobnie w poniedziałek.
Jeśli przeczytałeś zostaw po sobie ślad w komentarzu.
/Chmurka
Bohaterowie
BOHATEROWIE
"Szepcz kiedy mówisz o miłości"
Draco Lucjusz Malfoy
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym"
Ginevra Molly Weasley
Status krwi: Czysta
Lat: 17
Dom w Hogwarcie: Gryffindor
"Była kiedyś księżniczka, która spotkała swojego królewicza. Niestety biegnąc do niego złamała obcas. Królewicz odjechał"
Blaise Zabini
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
Hermiona Samantha Riddle
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Szepcz kiedy mówisz o miłości"
Draco Lucjusz Malfoy
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym"
Ginevra Molly Weasley
Status krwi: Czysta
Lat: 17
Dom w Hogwarcie: Gryffindor
"Była kiedyś księżniczka, która spotkała swojego królewicza. Niestety biegnąc do niego złamała obcas. Królewicz odjechał"
Blaise Zabini
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Chciałbym cię nienawidzić. Chcę cię nienawidzić. Próbuje cię nienawidzić. Byłoby o wiele łatwiej gdybym cię nienawidził. Czasem myślę, że cię nienawidzę, a wtedy cię spotykam i..."
Sebastian Riddle
Status krwi: Czysta
Lat:18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego czego się nauczył"
Harry James Potter
Status krwi: Pół-Krwi
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Gryffindor
"Kocham cię i będę kochał aż do śmierci, a jeśli później jest jakieś wtedy też będę cię kochał"
Ronald Billius Weasley
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Gryffindor
"- Czemu kochasz kogoś, wiedząc, że i tak nie będziecie razem?
- To jest tak jak z oddychaniem. Czemu oddychasz jeśli wiesz, że i tak umrzesz?"
Julietta Malfoy
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Śmiej się - niech reszta świata zastanawia się dlaczego"
Teodor Nott
Status krwi: Czysta
Lat: 18
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"- Nie potrafię uwierzyć w to, że los nas sobie podarował, a potem odebrał.
- A ja potrafię. Los to gnojek.
- Ale to zależy tylko od nas - wyszeptał - Tylko od nas zależy, czy to zmarnujemy"
Margaret Riddle
Lat: 46
Status krwi: Czysta
"Na końcu wszystko będzie dobrze. Jeśli tak nie jest, oznacza to, że to jeszcze nie koniec"
Nathaniel Riddle
Lat: 48
Status krwi: Czysta
"Łatwe jest zejście do piekieł"
Pansy Parkinson
Lat: 18
Status krwi: Czysta
Dom w Hogwarcie: Slytherin
"Ona kochała. On nie widział.
Jej zależało. On się bawił.
Ona olała. On zrozumiał."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć i czołem.
Oto przedstawienie postaci występujących w tym opowiadaniu.
Prolog wymienionego niżej opowiadania znajdziecie na blogu już jutro.
/Chmurka
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











