Hermiona
Treść listu nie dawała mi ani chwili spokoju. Sam fakt iż to już dzisiaj musiałam dokonać wyboru jeszcze bardziej potęgował zamyślenie. Miałam wielką ochotę pójść tam i dowiedzieć się czy wszystko to co pisało w liście jest prawdą. Za każdym razem kiedy tylko twierdziłam, że jednak pójdę, odzywał się rozum, który mówił iż to kompletna głupota. Niestety rozum miał racje. Nie mogę pójść na spotkanie z ludźmi, którzy przypuszczalnie rzecz biorąc mogą mnie porwać, zamordować lub zamknąć w jakiejś piwnicy. Albo może się okazać, że piszą prawdę.
No cóż. Ja jestem Hermioną Granger! Mnie się nie okłamuje! Pójdę tam i sprawdzę z kim mam do czynienia. Muszę to sprawdzić. Może się okazać, że moja kochana mama i mój kochany ojciec nie są moimi matką i ojcem.
Hermiona, spokojnie pójdziesz tam i wrócisz. Nie przejmuj się tym. Mówiła moja podświadomość, której tym razem wyjątkowa posłuchałam.
Zerknęłam na zegar ścienny, który wskazywał godzinę 19:02. Teoretycznie rzecz biorąc do spotkania została mi godzina. Aby oddalić się chociaż odrobinę od nurtującego tematu sięgnęłam po dodatkową lekturę na eliksiry, której jeszcze nie przeczytałam. Wygodnie usadowiłam się na łóżku i przykryłam mięciutkim wełnianym kocykiem. Uporczywie starałam się zrozumieć chociaż kilka słów z księgi, co marnie mi wychodziło. Piąty raz z rzędu czytałam pierwsze zdanie o sproszkowanych żukach, ale nadal nie wychwyciłam nawet słowa. Zdenerwowana tym absurdalnym zjawiskiem podniosłam się łóżka, które nagle stało się okropnie niewygodne. Ponownie spojrzałam na zegarek. Zostało 40 minut. Odłożyłam książkę z powrotem do walizki. Postanowiłam, że zjawię się trochę wcześniej by w razie jakichkolwiek komplikacji z transportem nie wyjść na spóźnialską. Szczotką przeczesałam swoje kasztanowe loki i upięłam je w luźnego koka. Ubrałam czarne rurki oraz luźną bluzkę na grubych ramiączkach.
Wzięłam głęboki oddech i teleportowałam się z cichym pyknięciem. Nigdy nie lubiłam się teleportować. Miałam wrażenie jakbym przepychała się przez rurę kanalizacyjną z dodatkiem kręcenia. Od samego myślenia kręciło mi się w głowie. Po jakiejś minucie wylądowałam tuż przed wejściem do Dziurawego Kotła. Wnętrze było obskurne, a widać wojna pozostawiła na nim swoje piętno. Usiadłam przy stoliku, który był najbardziej oddalony od wszystkich pozostałych.
Każdą wchodzącą i wychodzącą osobę uważnie lustrowałam wzrokiem. Niestety bądź też stety nie pojawił się nikt kogo oczekiwałam. Kiedy zegar wybił punkt 20 do gospody weszły dwie zakapturzone postacie. Jedna wysoka ewidentnie postury mężczyzny, a druga drobna i niewysoka lecz z jej postawy biło dostojnością. Oboje przybyszów rozejrzało się po sali. Ich spojrzenie niemalże w tej samej chwili zatrzymało się na mnie. Kobieta lekko uśmiechnęła się do mnie i zaczęła zmierzać w moją stronę. Zaraz za nią ruszył mężczyzna.
Draco
O dziesiątej czekałem na Juliette w holu. Jak zwykle się spóźniała. Co się dziwić? U Malfoy'ów to chyba normalka. Kiedy w końcu raczyła się pojawić bez słowa wyciągnąłem w jej stronę rękę. Kiedy tylko dziewczyna ją ujęła teleportowaliśmy się z cichym pyknięciem. Kilka sekund później staliśmy już pod księgarnią Esy i Floresy, która znajdowała się na umówionej ulicy Pokątnej. Rozejrzałem się dookoła siebie sprawdzając czy nie uda mi się zauważyć gdzieś przyjaciela. Wypuściłem rękę Julietty i prędkim krokiem ruszyłem w stronę lodziarni Floriana, gdzie udało mi się wypatrzyć ciemną czuprynę Blaise'a. Obejrzałem się za siebie aby upewnić się, że siostra idzie w dalszym ciągu za mną.
Zatrzymałem się pod drzwiami lodziarni, jeszcze raz spojrzałem na siostrę mówiąc:
- Zachowuj się, dobra?
- Jak zawsze braciszku! - uśmiechnęła się promiennie.
Mocno pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Czarnoskóry chłopak siedział przy stoliku niedaleko okna prawdopodobnie aby mieć lepszy widok na zbliżających się klientów. Już z daleka udało mu się
nas zauważyć, więc tylko uśmiechną się lekko. Przepuściłem Julie pierwszą, tak aby mogła usiąść przy oknie, a ja sam zasiadłem zaraz obok dziewczyny.
- Cześć stary! Co u ciebie słychać? - zagadnąłem wesoło.
- Siemasz Smoku! Cześ Julie! Jakoś się kręci. - odpowiedział również rozradowany - A co u was?
- Cześć Diabełku. Wszystko po staremu. Nadal mam brata idiotę, którym muszę się zajmować.
- Słucham? Że niby ja idiotom? To ja jestem najwspanialszym z rodziny Malfoy'ów! - jak ona może takie oszczerstwa wygadywać? Już ja jej w domu pokaże!
- Po pierwsze mój wspaniały bracie, mówi się idiotĄ a nie idiotOM. - dała nacisk na ostatnie słowa i uśmiechnęła się z politowaniem.
- Och jakie to urocze! Nasz Smoczek jest analfabetą! Całe szczęście, że ma taką troskliwą siostrę, która zawsze służy pomocą. - tym razem do dyskusji wstąpił Diabeł.
- Dobrze ci radzę stary, zamknij się bo nie ręczę za siebie. - warknąłem.
- Spoko, nie mam zbytniej ochoty wylądować dziś w Mungu. Moja twarz musi być w idealnej formie na podryw kiedy już wrócimy do Hogwartu.
- Może w końcu ruszymy tyłki i pójdziemy na umówione zakupy? Nie wiem jak tobie Blaise, ale mi przyda się jeszcze kilka rzeczy. - zagadnęła Julie.
Za wspólnym uzgodnieniem faktu iż rzeczywiście przyda nam się jeszcze kilka rzeczy, jak jeden mąż wstaliśmy ze swoich miejsc aby w następnej kolejności ruszyć ku wyjściu. Najpierw wstąpiliśmy do Madame Malkin po nowe szaty dla Zabiniego, później udaliśmy się po sowę dla Julie, a następnie po kilka dodatkowych podręczników oraz brakujące pióra i pergaminy. Biorąc pod uwagę fakt, że do wyjazdu do Hogwartu został już tylko jeden wieczór postanowiliśmy wraz z Diabłem odrobinę wprowadzić dziewczynę w Ślizgoński styl życia i wyprawić małą imprezę, na którą zaproszenie mamy oczywiście tylko ja, Blaise i Julietta. W znakomitych humorach ruszyliśmy ponownie w stronę lodziarni aby ochłodzić odrobinę upalny dzień. Niestety nasz dobry humor nie mógł trwać długo. Po wejściu do sklepu od razu w oczy rzuciła mi się ruda czupryna tej cioty Weasley'a i ciemne włosy chłopca Którego - Opel - Pierdolnął - i -Mu - się - Błyskawica - na -Czole - Odbiła.
Spojrzałem znacząco na Zabiniego. Myślę, że podobnie jak ja uważa iż to idealna okazja do dokuczenia tym dwóm niedorajdą.
- No proszę! Kogo my tutaj mamy? - zacząłem swoją starą oklepaną śpiewką - Diable czy mnie oczy mylą czy to właśnie przed nami stoją niesławny Wieprzlej oraz trochę bardziej sławny
Chłopiec - Który - Przeżył - Żeby - Mnie - Wkurzać?
Dało się słyszeć tylko ciche parsknięcie Julie.
- Och Draco nie można ich przecież winić za to, że mama miała dziurawe ręce i upuściła Weasley'a to mu się w główce poprzewracało, a Potti miał bliskie spotkanie z oplem. - przyłączył się Zabini.
W rudzielcu aż się zagotowało. Jego skóra przybrała odcień niemalże identyczny jak dojrzała piwonia. Miał wielką ochotę się na nas rzucić, ale bohaterski Potter go powstrzymał.
- Widzę Malfoy, że nie próżnujesz. Kto to? Twoja kolejna dziewczyna? - śmiał odpyskować - Która to już do kolekcji? 58?
Nie no on jest naprawdę głupi. Jak mógł nie dostrzec podobieństwa między nami? Kretyn.
- Tak dla twojej informacji Weasley, nie wiem jakie zasady panują w waszej dziurze, ale ja nie sypiam z rodzeństwem. - zadrwiłem.
Potter wytrzeszczył oczy, a Weasley nadal kontynuował. On to chyba pragnie dostać w mordę.
- O! Czyli to tylko kolejne nic nieznaczące ścierwo rodu Malfoy'ów.
Wszystkie mięśnie mojego ciała wyraźnie się napięły, a twarz stężała w wyrazie wściekłości. Blaise najwyraźniej to zauważył lecz nie odezwał się słowem. Właśnie dlatego jest moim przyjacielem. Nigdy się nie wtrąca.
Podszedłem do Łasica i zaserwowałem mu idealnie wymierzony prawy sierpowy. Zatoczył się do tyłu i zaliczył kilka stolików by w następnej kolejności ułożyć się wygodnie na ziemi. Miałem zamiar do niego podejść, ale do lodziarni weszła dziewczyna, która chwile później okazała się być Granger.
Jeszcze tylko tej tu brakowało.
- Co ty do cholery wyprawiasz Malfoy? - wydarła się - Do reszty cię pogrzało?
- Nie twoja sprawa! - odparowałem - Następnym razem pilnuj swojego przyjaciela, ponieważ może mu się stać poważna krzywda, jeśli jeszcze raz obrazi moją siostrę.
Granger spojrzała na Julie ze zdziwieniem na twarzy, ale posłała jej przygaszony uśmiech.
- Możesz mi wierzyć, że dopilnuje żeby więcej tego nie zrobił. - niezrażona była moją wypowiedzią - Tylko zastanów się Malfoy, czy nie masz dosyć tego, że wszyscy ludzie traktują cię jak wstrętnego śmierciożerce? Taki wizerunek chcesz dać swojej siostrze? - odwróciła się teraz do Poterra - Harry zabierz Ron'a do Nory. Wygląda jakby zaliczył spotkanie z łopatą.
Pożegnała się lekkim skinieniem głowy i złote Trio opuściło lokal. "Czy taki wizerunek chcesz dać swojej siostrze?" cholerna Granger. Będzie mi porady dawała. Zresztą co ja się będę przejmował to tylko szla... Ona.
- Chodźcie idziemy! - zawołałem na Diabła i Juliette.
Wszyscy chwyciliśmy się za ręce i teleportowaliśmy pod Malfoy Manor.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Witam was moi drodzy!
Rozdział 2 za nami, więc pozostaje tylko czekać na trzeci.
Zachęcam do komentowania.
Pa!
Witaj! W końcu udało mi się ogarnąć troszkę i zdobyć czas na przeczytanie rozdziału.
OdpowiedzUsuńPóki co na razie nic ciekawego się nie dzieje ( bez obrazy). Powinnaś troszkę popracować nas stawianiem przecinków, ale ogólnie jest dobrze.
Lece przeczytam kolejny rozdział :)
Pozdrawiam, Arabella
Rozdział bardzo fajny. Jeden tekst rozwalił mnie całkowicie!
OdpowiedzUsuńChłopca- Którego - Opel - Pierdolnął - i -Mu - się - Błyskawica - na -Czole - Odbiła...
Po prostu pozdro z podłogi! XD
Lecę dalej!
~America